papalka.prv.pl
+
komentarze (0) · fotografie (0)
Całkiem bezboleśnie przeżyłam poniedziałek. Oczywiście wcale mnie to nie dziwi, że jak już zaplanuję sobie minileberkę, to akurat idzie lista. Powinnam się już przyzwyczaić do tego. Bo sprawdza się to niepokojąco często. Plus jest taki, że się wyspałam. Rano co prawda 6 zawałów na dzień dobry. A dlaczegóż? A poniewóż OSP Zbytkoov wyrwało mnie ze snu. A dokładnie wyjąca jakieś 300 metrów od mojego domku syrena. Jako że OSP Zbytkoov to zdolniachy nieprzeciętne, pożarów póki co nie gaszą tylko się mobilizują. Akurat jak ja rozkosznie przeciągam się w mięciutkiej pościeli. No i wyje... Wycie towarzyszyło mi do śniadania. Na szczęście irytacja nie sięgnęła zenitu, bo to słoneczko za oknem było prze-absolutnie-fascynująco-boskie. Żadnych kurtek, swetrów. Za to masa kolorków, okulary przeciwsłoneczne na nos i uśmiech. Póki nie pylą okoliczności przyrodnicze.

Na Usiu szybko zleciało. Może temu, że na Proseminarium nie pojechałam i ostatnie ćwiczenia odpadły. Brzuch Weroni zmacany, po 2 tygodniowej przerwie. Jeszcze trochę zostało do mety. Finisz w pięknym stylu będzie ;-) Głupawki na tych zabawowych zajęciach. Po kilku kolejkach wymyślania wyrazów na pierwszą literę imienia – w końcu z Natalindą zostały nam tylko narkotyki i pół litra.

No i do dom. Aaach i to słoneczko. Niech już świeci porządnie. Przecież trzeba uruchomić te nowe pantofelki.
23:52 – rzucę okiem do Cosmo-kalendarza, czy jutro trzeba się spodziewać jakiś większych tudzież mniejszych skandali. Wrzucę w krwiobieg coś i zanurzam się w otchłani mojego cudownego wyra...
poniedziałek, 31 marca 2008 roku

. + .
+
komentarze (4) · fotografie (0)
Odzywam się, żeby nie było, że poległam. Właśnie siedzę w mieszkaniu Miśków, wróciliśmy z lansu po Wro. Standardowe przystanki w iSpocie i Sphinxie... Aczkolwiek jakoś mi słabo ;-)

Wczorajsze wesele, o dziwo - było fajne. Być może temu, że nie było typowo śląskie tylko takie bardziej kumate. Gdyby nie to, że panna młoda (no teraz juz pani) krazyla w sukni slubej to trudno w ogole mowic ze to bylo typowe wesele. Bardziej disco ;-) Na cale szczescie... Musze przyznac - bawilismy sie fantastycznie, suto zakropilismy, wiec to naprawde dobrze o mnie swiadczy, ze teraz jestem w stanie cokolwiek napisac... No i wygladalo na to, ze wylaczylismy cala ekipe - zbytkowskie powietrze hartuje. No i przeciez brac studencka jestesmy ;-)

I ta cholerna zmiana godzin jeszcze... O 12 musielismy zwolnic pokoj, bo konczyla sie doba hotelowa. A tak strasznie oczy nie chcialy sie otworzyc. Wygrzebanie sie z poscieli bylo bardzo trudne. Naturalnie - na sniadanie nie zdazylismy. Na szczescie sa takie cuda jak Wild Bean Cafe... Poza tym od wczoraj podrozowanie raszplem umija pani z GPSa, podpowiadajaca gdzie skrecic. Bladzenie 2 godziny po zakorkowanym Wro na 30 minut przed slubem doprwadzilo do zakupu GPSa. Wierzcie mi - to bezsprzecznie genialny wynalazek.

Dojazd do Wro to była wielka masakra. Nie chciało się jechać z resztą, to potem jest wielkie cierpienie. Sobota, południe – jeden wielki korek. Jeszcze źle nas poprowadzili i po kilkunastu minutach, gdy naszym oczom ukazał się znak z przekreślonym napisem Wrocław – była już niezła panika. I wkurw niemiłosierny. O 12:30 woda zawrała pod czachą – został zakupiony śliczniusi GPS, a ja zostałam zmuszona, żeby przebrać się na parkingu w Galerii Dominikańskiej. Zakończenie w stylu Top Gear. Na 2 minuty przed ślubem. Ufff... zdążyliśmy...
Cała ceremonia zaślubin trwała może z10 minut. Potem życzenia i znowu w furę, w poszukiwaniu hoteliku. No i jazda... Jak usłyszałam Kayleigh to było pewne, że nie będzie żadnych polek i innych dziadostw. Pierwsze takie rock'n'rollowe wesele, które zaliczyłam. Przewidziała to moja ciotka, pocieszając mnie... Powyłączaliśmy co było trzeba wyłączyć.
Pokój 101 i spaaaać. Potem się okazało, że mamy tylko jeden komplet pościeli. Ja użytkowałam akurat kołdrę i jakąś narzutę, która niezbyt dobrze służyła za poduszkę. O 6 rano przebudziłam się z bólem okolic głowno-szyjnych.

No i niedziela w grocie Miśków. Metaxa u Acida na szafie doprowadzała mnie do drgawek. Zakodzili mnie Ci moi programiści strasznie, co chwilę pytając, czy jeszcze ich lubię... Ba! Potem nawrót i droga na Śląsk. Z przystankiem na Bielanach, naturalnie. Wróciłam z 2 parami zajebistych bucików. Szpilunie czerwone, rockendrollowe na maksa i granatowe espadryle na koturnie.
A że autostradą jedzie się po prostu zajebiście – 2 godzinki i Zbytków wita.

Jutro poniedziałek. Masakrycznie. Nic mnie nie zmusi, żeby wstać na pierwsze zajęcia. Ale potem już grzecznie, aż do czwartku.
niedziela, 30 marca 2008 roku

[1] 2 3   >   >>

+ Cała prawda o...
+ Same fotki
+ Księga gości
+ Czytuję sobie
+ Pucici Pucici
+ Morfeusz
+ Tyranka
+ Jędrzej
+ Bakus
+ cysiaczek
+ mgr farm. PMiś
+ Ejsior
+ Cudi
+ scanner
+ Tiraeth
+ Dely
+ Wojtek
+ Asiowe Pole
+ Świat Phoeba
+ Sh4dow
+ Nospor
+ Piękne słowa Adriana
+ empathon
+ Hwao
+ Zbłąkany Jaqb
+ BASH!
+ Karimcioszek
+ Athlan
+ Acidos
+ Luinnar
+ Strzałek
+ dr_bonzo
+ Pudelkowe Ploteczki
+ Jolka
+ Wawrzyniec
+ narzeczona programisty
+ blog #php.pl
+ Minione dzieje
2010
+ Maj
+ piątek, 28
+ czwartek, 27
+ środa, 26
+ wtorek, 25
+ poniedziałek, 24
+ niedziela, 23
+ sobota, 22
+ piątek, 21
+ czwartek, 20
+ środa, 19
+ wtorek, 18
+ poniedziałek, 17
+ niedziela, 16
+ sobota, 15
+ piątek, 14
+ czwartek, 13
+ środa, 12
+ wtorek, 11
+ poniedziałek, 10
+ niedziela, 9
+ sobota, 8
+ piątek, 7
+ czwartek, 6
+ środa, 5
+ wtorek, 4
+ poniedziałek, 3
+ niedziela, 2
+ niedziela, 2
+ Kwiecień
+ Marzec
+ Luty
+ Styczeń
2009
+ Grudzień
+ Listopad
+ Październik
+ Wrzesień
+ Sierpień
+ Lipiec
+ Czerwiec
+ Maj
+ Kwiecień
+ Marzec
+ Luty
+ Styczeń
2008
+ Grudzień
+ Listopad
+ Październik
+ Wrzesień
+ Sierpień
+ Lipiec
+ Czerwiec
+ Maj
+ Kwiecień
+ Marzec
+ Luty
+ Styczeń
2007
+ Grudzień
RSS
© 2018 papalka. All rights reserved.
[]s