papalka.prv.pl
+
komentarze (2) · fotografie (0)
No i wakacje się skończyły. Ledwo się zaczęły i bam - koniec. A ja sie nie zgadzam, zażalenie oficjalne składam, bo mi się jeszcze nie chce dreptać na Uczelnię bladym świtem.

Początek roku szkolnego zawsze wyglądał tak samo. Jechałam z Wapnem do jakiegoś dużego sklepu, żeby kupić książki, zeszyty, okładki, pisaki. Potem w domu razem z Mamutek obkładałyśmy podręczniki tapetą, taką na ściany - żeby się nie poniszczyły. Oczywiście byłam z przełomowego rocznika ’86 i testowali na nas różne programy nauczania, dlatego też nigdy nie mogłam opchnąć tych wypielęgnowanych książek. I część z nich dalej leży na strychu. Dziadek zawsze powtarzał, że książek się nie wywala, bo jakby co, to można z nich zrobić ognisko.

Przed początkiem roku akademickiego to trzeba sprawdzić harmonogramy i ewentualnie zaopatrzyć się w jakiś notatnik. A Mamuta co roku pyta: masz zeszyty? A może tak zapytać, czy nie wypatrzyłam na allegro jakieś zajebistej torby? Trudno jej wytłumaczyć, że to już nie te czasy. Nie przyzwyczaili się chyba jeszcze. Padre na moją promotorkę mówi wychowawczyni. Mnie przeraża to, że jutro pobudka o 6:20. Dobrze, że po drodze są jakieś Orleny, bo bez Burna nie da rady. Pozytywne nastawienie - kilka godzin na Usiu i znowu wolne ;-)

Oparzyłam się na domiar złego. Wyciągając gorącą blachę z muffinami, które piekłam zgodnie z zamówieniem. Malinowe z białą czekoladą - podobno najlepsze. I co? Dobry uczynek - a jakże, skończył się obkładaniem palca zimnym. No cholera jasna! Za co?!
A może po prostu, mój palec znalazł się w nieodpowiednim czasie, w nieodpowiednim miejscu?

Nie wiem o co chodzi, ale za oknem chyba koniec świata. Na szczęście kaloryfer gorący. I znalazłam nowe zastosowanie mojego suba pod biurkiem: sub na podłodze, szłapki na suba, grzeją się blisko kaloryfera. Trzy kolejne dni: deszcz, deszcz, deszcz. Jak ja jutro w szpilkach pójdę?! Może w szpilko-kaloszach?

Jutro balety z młodzieżą. Odmóżdżenie, disco fever, ołjeee!
wtorek, 30 września 2008 roku

. + .
+
komentarze (0) · fotografie (0)
Poszłam do Psedskola. I coś czuję, że będę tam często wracać, mimo, że praktyki są już podbite, podpisane, ocenione na ocenę ‘szczególnie wyróżniającą’. Ja nie wiem, czy to te dzieciaki, czy Ewe, czy co/kto, że po prostu mnie tam ciągnie. Może to, że od progu wiszą, ciociują, opowiadają i pytają gdzie byłam, jak mnie nie było. Może to, że rozwalają mnie na atomy swoimi hasłami, po każdym ‘Ciociuuuuuuu kofam cie’ aż mną trzęsie, i pytają, czy jeszcze psyjde.
Ewelinka:
- Nie wiem czy ci opowiadałam, jak byłam chora i rzygałam (!!!) do wiadra.
- Nie kochanie, nie opowiadałaś...
- I wszyscy rzygali, do miski, do wiadra, do ubikacji...
- Ewelinko, chodź, może się pobawimy klockami.
Nadia wygadała jakieś sekrety rodzinne.
Maciek z rozbrajającą szczerością, na pytanie: Co ci się podoba najbardziej w psedskolu, odpowiedział ‘Jedzonko’. A z Kubą robiliśmy z klocków aparaty fotograficzne. A potem było pstrykanie. Rozbrajające jest to, jak maluchy reagują na pacynki. Mamy w Psedskolu kilka, dziś założyłam na rękę Myszkę. Masakra. One z nią gadały, witały się, przytulały. Mnie ręka bolała i gardło, bo przecież musiałam zmienić głos. Klocki jej (w sensie Myszy, na mojej dłoni) podawali, potem karmili łyżką, wpatrzeni w kawałek materiału. Niesamowite wrażenia. I dostałam oficjalny opierdol, że mnie nie było. Na szczęście im to wytłumaczyłam, w miarę. Bo ciocia jeszcze chodzi do szkoły, musi się uczyć. I co usłyszałam? To ja nie sce iść do skoły, bo tseba sie tak długo ucyć!
Zmieniło się sporo przez te 2 tygodnie. Obiady to już nie są chwile traumatyczne. To znaczy - nie aż tak. I zgodnie z przewidywaniami z początku września - ceraty na stolikach są już dziurawe. Leżakowanie hmm... Ładną mamy pogodę, nieprawdaż?
Nie no, żartuję - fajnie jest. Fajni są. Pożegnania czułe były. Po drodze hepi tak, że zahaczałam o przewody elektryczne.

Przyszłam do domu, a Padre od progu mi machał papilotkami do muffinków.
Malinowe zrób! I cytrynowe też!

Zabrałam się do pieczenia. Niestety, pomyliłam przepisy i nie kupiłam mleka. Za to kupiłam śmietanę. W lodówce na szczęście znalazłam kapinkę, akurat tyle żeby upiec jeden rodzaj. Padło na cytrynowe. Dolałam jeszcze zielonego barwnika plus ten cudny aromat - idealne.

"O Fortuna" by Carl Orff

Ciaryyyyy!!!
poniedziałek, 29 września 2008 roku

[1] 2 3   >   >>

+ Cała prawda o...
+ Same fotki
+ Księga gości
+ Czytuję sobie
+ Pucici Pucici
+ Morfeusz
+ Tyranka
+ Jędrzej
+ Bakus
+ cysiaczek
+ mgr farm. PMiś
+ Ejsior
+ Cudi
+ scanner
+ Tiraeth
+ Dely
+ Wojtek
+ Asiowe Pole
+ Świat Phoeba
+ Sh4dow
+ Nospor
+ Piękne słowa Adriana
+ empathon
+ Hwao
+ Zbłąkany Jaqb
+ BASH!
+ Karimcioszek
+ Athlan
+ Acidos
+ Luinnar
+ Strzałek
+ dr_bonzo
+ Pudelkowe Ploteczki
+ Jolka
+ Wawrzyniec
+ narzeczona programisty
+ blog #php.pl
+ Minione dzieje
2010
+ Maj
+ piątek, 28
+ czwartek, 27
+ środa, 26
+ wtorek, 25
+ poniedziałek, 24
+ niedziela, 23
+ sobota, 22
+ piątek, 21
+ czwartek, 20
+ środa, 19
+ wtorek, 18
+ poniedziałek, 17
+ niedziela, 16
+ sobota, 15
+ piątek, 14
+ czwartek, 13
+ środa, 12
+ wtorek, 11
+ poniedziałek, 10
+ niedziela, 9
+ sobota, 8
+ piątek, 7
+ czwartek, 6
+ środa, 5
+ wtorek, 4
+ poniedziałek, 3
+ niedziela, 2
+ niedziela, 2
+ Kwiecień
+ Marzec
+ Luty
+ Styczeń
2009
+ Grudzień
+ Listopad
+ Październik
+ Wrzesień
+ Sierpień
+ Lipiec
+ Czerwiec
+ Maj
+ Kwiecień
+ Marzec
+ Luty
+ Styczeń
2008
+ Grudzień
+ Listopad
+ Październik
+ Wrzesień
RSS
© 2018 papalka. All rights reserved.
[]s