Żeby nie było, że jestem ograniczająca się do kilku słów dziennie, ale po prostu albo mi się nie chciało, albo — co gorsza — mi się nie chciało.
W piątek byłam wymęczona po pracy. Miałam za zadanie obfocić miejscowość, bo robimy folder i jakoś mieszkańcy się nie zebrali, żeby to zrobić, więc padło na mnie. Zabrałam Ewę, bo ja jednak za dużo ciekawych miejsc tam nie znam, to w końcu nie ZBW. Najpierw padło na krajobrazy, w następny piątek zrobimy architekturę, a potem może, o ile będą chętni, portrety. Łaziłyśmy po torach, po lasach, walcząc z robalami, błotem i z wszystkich stron atakującą naturą. Chodziłam po wodzie, jak pan J. i zamiast ubrać jakiś dres i klosze, to ja się wystylizowałam, no co, w końcu byłam w pracy i moje szaro-biało-różowe trampki zrobiły się bagnisto-glinne. Ale tam gdzie mnie Ewa zaprowadziła — no cud. Stare, pamiętające czasy Austro-Węgier tory, mosty, których nie zniszczyły działania WWII. A do tego ta zieleń… Jej, nie żałuję butów, spalonych ramion i spłyniętego makijażu. Napstrykałam tak zdjęć, że aż oko bolało i palec. A do tego jeszcze, totalny zachwyt nad moim soniakiem. Gdy zrzuciłam zdjęcia pojawiły się cudowne kolory, a ja nie wiedziałam co wybrać. No cóż, na szczęście — to nie ja będę ostatecznie decydować co będzie w folderze. Ale co będzie na wystawie — już tak.
Potem jeszcze zrobiłam lekcję makijażu, ostatkiem sił. Nawet panowie się oderwali. Kierowniczka z okiem złoto-pomarańczowo-czarnym pojechała na imprezę. Ciekawe czy pan małżonek zauważył…
Totalnie utyrana. Położyłam się na łóżku i czułam każdą kość i każdy mięsień. Jęków bez końca, jak to na łóżku. A to dopiero przedsmak był.
Trzymanie się za ręce przez sen jest mega!
Sobota.
Kiedy już przy dźwiękach miksów z lat 70. splecionych w godzinny set ogarnęłam moje pięterko, kiedy już uruchomiliśmy althankę, która znowu jest althanką a nie garażem i otworzyliśmy oficjalnie sezon grillowy, kiedy napisałam 2 strony magisterki, okazało się, że jeszcze jest kilka godzin, więc jednoznacznie, jednomyślnie — kino. Padło na ‘Furię’. Gliniarz szuka morderców swojej córki. Temat przerabiany tak często, jak nieszczęśliwa miłość w komediach romantycznych. Ale po strzale w cyce na dzień dobry, po krwi i bebechach na wierzchu, zmieniłam zdanie. Ba, nawet przykurwnęłam w szoku. Film dobry, wciągający. Warto obejrzeć, mimo, że gra w nim Mel Gibson, nota bene — w filmie abstynent.
Buty mnie otarły. Co więcej, buty mnie otarły podczas siedzenia. Niefajnie, zważywszy, że dziś miałam w nich popierdzielać pod kościołem w Ł.
Maj miesiącem komunistów.
Maj miesiącem zlewających wszystko ojców i nadgorliwych matek, babć pchających się pod sam ołtarz i przyćmiewających dzieciaki, ciotek wymalowanych pod same brwi i wujków, którzy zanim wyszli z kościoła, już odpalali fajki. A ja wśród tych przerażonych dzieciaków z aparatem.
Wieczór z magisterką. I pomyśleć, że chciałam wysłać ją jeszcze w kwietniu. Pierwsze dni maja to też kwiecień, prawda?
Dobrze, że są ludzie, którzy są bardziej biegli w macaniu myszki. Dla mnie te wszystkie nagłówki, spisy treści i inne chuje-muje to czarna magia. A tak, praca nie dość, że ma zakończenie, problemy i hipotezy (wysłane już do promotorki), to jeszcze ma spis treści! I zdjęcia, które się nie ruchają po wszystkich stronach! I teraz jeszcze dopiszę kilka książek do bibliografii i wsjo.
Czekam na magiczne słowo: ‘Drukujemy!’
komentarze (0) · fotografie (0)
niedziela, 2 maja 2010 roku
komentarze (0) · fotografie (0)
Takie noce i takie poranki to ja chcę zawsze.
Potem nawet 4 pokoje można w godzinę posprzątać, wyciągając kurz z każdego zakamarka.
‘Furia’ zachwycająca, do polecania.
I napisałam kilka zdań, które zgrabnie utworzyły dwie strony.
Rozmowa o szczęściu uświadomiła mi, że ja mam go dużo :)
Potem nawet 4 pokoje można w godzinę posprzątać, wyciągając kurz z każdego zakamarka.
‘Furia’ zachwycająca, do polecania.
I napisałam kilka zdań, które zgrabnie utworzyły dwie strony.
Rozmowa o szczęściu uświadomiła mi, że ja mam go dużo :)
niedziela, 2 maja 2010 roku
