papalka.prv.pl
+
komentarze (0) · fotografie (0)
Przekopując allegro zauważyłam, że od dorosłości lepsza jest samodzielność i niezależność. Satysfakcja nie dość, że gwarantowana, to jeszcze mega, mega ogromna.

Zmiany pogody wskazują jednoznacznie na to, że imprezy trzeba robić w piątek.

I nie ma nic przyjemniejszego niż solidny przytulak rano.

sobota, 8 maja 2010 roku

+
komentarze (0) · fotografie (0)
Zdjęcia - odebrane.
Magisterki - odebrane.
Zdjęcia lomo - nie odebrane.
Okulary - naprawione.
W pracy - zajebiście.
Magisterki - oddane.
Magisterki - podpisane.
Płyta z magisterką - zapomniana.
Różowe paznokcie - są.
Żebrok - świeci się.
Weekend - już!

piątek, 7 maja 2010 roku

+
komentarze (0) · fotografie (0)
Idę zrobić morfologię. Albo inne badanie krwi. Moja odporność leży i kwiczy. Ledwo wyjdę z jakiegoś smarkającego gówna, to wpadam w następne. Albo zacznę pić aktimele.

O 8 zadzwoniła komórka, czas wstawać. No dobra, jeszcze chwilę.
Obudziła mnie Rodzicielka. O 9.

Z czerwonymi migdałami i znowu bez smaku zabrałam się za śniadanie i mejkapienie, wszak dziś fotograf i inne pierdoły potrzebne do skończenia studiów.

U B. nic się nie zmieniło, poza sprzętem jakim focą i miło było zobaczyć napis SONY. Siedzieliśmy tam prawie godzinę, Palinkując i wspominając czasy dinozaurze. Jutro do odebrania, a ja wracałam do domu z dziwnym wrażeniem, że w końcu Wapno zapyta, co to ten fisting, z którego tak rżeliśmy z B.

Ciąg dalszy wycieczki - introligator. Komuno wróć. Fabryczka, ze starymi maszynami, starą babką, starym dziadkiem, ale widać, że zeżarli zęby, oprawiając prace. Do odbioru jutro.

Wszystko jutro.

Jutro też film. Jutro okulary. Nie umiałam się dodzwonić do żadnego Vision Express. Poważnie. 3 numery i nic. Potem czwarty, z Jebia, też nic. Prąć WAM w dupy. Okulary składa do kupy znajomy okularo-naprawiacz.

Pojechałam do pracy w deszczu. Bez okularów.

Dzieciaki dziś też jakieś wymęczone. Pewnie temu, że w czwartki w szkole siedzi ksiądz i mają religię.

Zrobiłam próbę, ma to już ręce i nogi. A potem graliśmy w farm ville i inne badziewia na fejsbuku.

Coraz gorzej się czułam. Poważnie. Każda kość mnie bolała.

Przy kolacji zapytali o ten fisting. Zniesmaczyli się kapkę, więc jest spoko.

Po tym, jak wlałam w siebie gripexa, zakopawszy się pod kołdrą, zaczynając błogi czill, odezwała się do mnie na gadu promotorka i przebulczałyśmy ze 2 godziny :D

Happy.

czwartek, 6 maja 2010 roku

+
komentarze (0) · fotografie (0)
Krok bliżej...
...właśnie drukarka wyrzygała dwie wersje mojej magisterki, do dziwkanatu i do promotorki i recenzentki. Od 19 do 22 walczyłam dzielnie, potem walczyłam razem z Padre, bo kolory zdjęć się rozjechały, więc było trzeba popracować nad tym. Padre dzielnie i zawzięcie, ja chciałam iść z drukarką na strych, otworzyć okno i pomachać jej, upuszczając ją i z mega satysfakcją patrzeć jak rozbija się na betonie.

Ech.

Ale wydrukowała.

Mam na sumieniu spory kawałek lasów nad Amazonką.

Poza tym, pomijając, że jest 5 maja, to u mnie pada deszcz ze śniegiem.

Nie spałam od 4. A przed tym, nie spałam do 2. Od 4 przez następne 2 godziny budziłam się, wkurzałam i spinałam. I co? Zasnęłam dość mocno o 6:30. Po 20 minutach zadzwonił budzik, a ja nie wiedziałam, gdzie jestem. Zebranie o 8 rano to kara. A ja byłam grzeczna!!!

I debatowałyśmy przez kilka dobrych godzin, ale temat wakacji zamknięty, wszystko obmyślone, dopracowane. Nic tylko czekać na koniec roku szkolnego.

Obiecałam pobawić się dziś w rozwoziciela. Po drodze obrobiłyśmy dupy panom, bo czasami człowiek musi. A u fotografa zepsułam okulary. No została mi jedna część w ręce. I w ten sposób poczułam malejący stan mojego konta. Bo ja okulary muszę mieć. Nie, nie muszę. MUSZĘ! Do auta.

Na obiad była pizza.

Płakałam z rozpaczy, kiedy po raz kolejny rozjechały mi się zdjęcia w magisterce.

Na szczęście - już jest gotowa, wydrukowana, czekająca na ładną okładkę.

A na samą myśl co mam jutro załatwić, gdzie zadzwonić, gdzie pojechać, a wszystko przed pracą - loki mi się prostują. Mam ochotę leżeć w łóżku i buczeć.

środa, 5 maja 2010 roku

+
komentarze (0) · fotografie (0)
Dopieszczanie.
Dzień dopieszczania.
Godziny dopieszczająco-dopieszczajace.

Oczy mi się wylewały.

Napisała mi promotorka, że mam się z nią skontaktować drogą telefoniczną, bo jej też oczy wylewają się, po tych dniach z licencjatami, magistrami i całą resztą. Pogadałyśmy chwilę. Wynik - drukujemy po poprawkach.
Pierwszy punkt: podzielić pracę na wersję do dziwkanatu i na wersję do promotorki i recenzentki.
Drugi punkt: w wersji dla dziekanatu skasować interlinię, w drugiej - zmniejszyć czcionkę do 11.

No i się posypało.

Na nowo akapity, na nowo tabelki, na nowo zdjęcia i przypisy.

Męczyłam się z tym do 15:30.

Przerwa na Przemka i upychanie w niego angielskich słówek. Zdolne dziecko, wiadomo - mój kukuzyn.

Potem pojechałam do dziadostwa, bo miałam im dać dwa małe jakieś pierdolniki, a w zamian dostała wielką beczkę. Wapno się śmieje, że to na wnuki :X Tak w ramach mrocznych żartów. Przeraża mnie pojemność mojego korsiaka. Wielka beczka weszła bez problemu.

Wracam sobie do domu. Mijam jakiegoś dzieciaka. Krótki rękawek, a padało. Marcin, chodzi do mojej świetlicy. Szkoda mi się dzieciaka się zrobiło, więc zatrzymałam się, zawołałam go i powiedziałam, że go podrzucę do domu. Wiedziałam, że to kawał drogi. Wiedziałam, że to koniec świata. Nie wiedziałam tylko, że nie ma tam drogi asfaltowej, a przecież nie zrobię z gęby dupy i nie powiem mu ‘Ej mały, nie jednak, nie zawiozę cię do domu’. Więc przejechałam przez ten las, przez tą oraczkę, przez to całe kurwa gówno. Ja pierdole, od czasu do czasu budzą się we mnie ludzkie uczucia, a koniec końców zawsze wyląduję w bagnie. Ale odwiozłam go. Korsiak rządzi. Mam terenówkę. Marcin był mega szczęśliwy.

Wracając, takim upierdolonym autem, podskoczyłam do sklepu. 47 jutrzejsze od Padre zobowiązuje. Z nim nigdy nie ma problemu. Dobra wódeczka zawsze jest trafionym pomysłem. Lepszym niż skarpetki.

Skarpetki zostawiam sobie na święta Bożego Narodzenia.

W domu randewu na gadu z promotorką. Uśmiałyśmy się przy tym strasznie. Szczególnie zaś z moich przecinków. Dalej nie wiem gdzie je wsadzać. Magiczne słowo: drukujemy. A jak dodała, że ocenia moją pracę ‘najwyżej jak się da’ i że jest baaardzo ze mnie zadowolona, to banan pojawił się na ustach.

Bardzo.

Poza tym - kto nie spojrzy na moje łóżko, to mówi, że musi być na nim zajebiście. Ej!

wtorek, 4 maja 2010 roku

<<   <   3 4 [5] 6 7   >   >>

+ Cała prawda o...
+ Same fotki
+ Księga gości
+ Czytuję sobie
+ Pucici Pucici
+ Morfeusz
+ Tyranka
+ Jędrzej
+ Bakus
+ cysiaczek
+ mgr farm. PMiś
+ Ejsior
+ Cudi
+ scanner
+ Tiraeth
+ Dely
+ Wojtek
+ Asiowe Pole
+ Świat Phoeba
+ Sh4dow
+ Nospor
+ Piękne słowa Adriana
+ empathon
+ Hwao
+ Zbłąkany Jaqb
+ BASH!
+ Karimcioszek
+ Athlan
+ Acidos
+ Luinnar
+ Strzałek
+ dr_bonzo
+ Pudelkowe Ploteczki
+ Jolka
+ Wawrzyniec
+ narzeczona programisty
+ blog #php.pl
+ Minione dzieje
2010
+ Maj
+ piątek, 28
+ czwartek, 27
+ środa, 26
+ wtorek, 25
+ poniedziałek, 24
+ niedziela, 23
+ sobota, 22
+ piątek, 21
+ czwartek, 20
+ środa, 19
+ wtorek, 18
+ poniedziałek, 17
+ niedziela, 16
+ sobota, 15
+ piątek, 14
+ czwartek, 13
+ środa, 12
+ wtorek, 11
+ poniedziałek, 10
+ niedziela, 9
+ sobota, 8
+ piątek, 7
+ czwartek, 6
+ środa, 5
+ wtorek, 4
+ poniedziałek, 3
+ niedziela, 2
+ niedziela, 2
+ Kwiecień
+ Marzec
+ Luty
+ Styczeń
2009
+ Grudzień
+ Listopad
+ Październik
+ Wrzesień
+ Sierpień
+ Lipiec
+ Czerwiec
+ Maj
+ Kwiecień
+ Marzec
+ Luty
+ Styczeń
2008
+ Grudzień
+ Listopad
+ Październik
+ Wrzesień
+ Sierpień
+ Lipiec
+ Czerwiec
+ Maj
+ Kwiecień
+ Marzec
+ Luty
+ Styczeń
2007
+ Grudzień
+ Listopad
+ Październik
+ Wrzesień
+ Sierpień
+ Lipiec
+ Czerwiec
+ Maj
+ Kwiecień
+ Marzec
+ Luty
+ Styczeń
2006
+ Grudzień
+ Listopad
+ Październik
+ Wrzesień
+ Sierpień
+ Lipiec
+ Czerwiec
+ Maj
+ Kwiecień
+ Marzec
+ Luty
+ Styczeń
2005
+ Grudzień
+ Listopad
+ Październik
+ Wrzesień
+ Sierpień
RSS
© 2012 papalka. All rights reserved.
[]s