Bo widzicie, są jednak poniedziałki, które w zasadzie nie są takie paskudne.
Muszę teraz tylko popracować nad wcześniejszym wstawaniem, bo jednak trzy dni budzenia się po 11 - demotywują.
Ale nareszcie przyszły czasy wysypiania się. Pewnie skończą się za tydzień, kiedy przyjdzie zaliczać studia i powoli przygotowywać się do obrony, więc delektuję się nimi.
Poprawiłam kropki, myślniki, akapity. Skleiłam do kupy bibliografię. Zrobiłam ręcznie spis tabel i zdjęć, co zajęło mi chyba ze 2 godziny i prawie doprowadziło mnie do płaczu, szczególnie, że piętro niżej ostro lała się wódka.
Ja jestem gotowa.
Teraz bolą mnie oczy.
poniedziałek, 3 maja 2010 roku

