Niechęć do wszystkiego była wczoraj, dziś jestem na etapie chęci przenoszenia gór. Wczoraj poszłam do biblioteki, gdzie mnie baardzo, bardzo miło pani pożegnała. Naprawdę. Oddałam jej kartę, ona mi podbiła obiegówkę i życzyła mi, żebym zawsze tak się uśmiechała jak dziś, w sensie wczoraj. To było bardzo, bardzo miłe.
Promotorka podpisała płytę. Do zobaczenia 27go.
Ciężkie spojrzenia potem.
Pojechałam do Mamy, która postanowiła mnie wkurwić. Resztę dnia spędziłam na wycinaniu, pisaniu, klejeniu. Nerwówka generalnie. W domu też gęstawo, za dużo się dzieje.
Dziś, razem ze słońcem, pojawiła się radość.
Księciowi pocisłam kit, że nie było mnie 2 razy, wpisał piątkę i tyle mnie widział. Do dziekanatu. Trwało to wszystko jakieś 30 sekund, kiedy to przeszłam w stan ‘więc mam wyższe wykształcenie, chociaż studiów nie skończyłem, jak prezydent Kwaśniewski’, bo aktualnie jesteśmy na tym samym poziomie.
Studia skończone.
Teraz jeszcze tylko 16 dni stresu.
wtorek, 11 maja 2010 roku

